Perspektywy eko-transportu – rowery, elektryczne samochody i autobusy. Dopóki ich zalety nie zakorzenią się w świadomości mieszkańców, nie będzie łatwo miastom przestawić się na czystą komunikację.

Adrian Furgalski, Wiceprezes Zarządu TOR Zespołu Doradców Gospodarczych

W szkolnej skali – jaką ocenę za podejście do inteligentnej komunikacji wystawiłby Pan polskim miastom? Czy któreś szczególnie wyróżniają się pozytywnie i negatywnie w tej kwestii?

Adrian Furgalski: Nie chcę wystawiać stopni jak w szkole, bo wszędzie widzę pozytywne tendencje. Miasta zazwyczaj starają się rozwiązywać problemy kompleksowo, tak aby zapewnić szybszy przejazd przez miasto samochodem, łatwiejsze parkowanie i sprawniejszą komunikację publiczną, co bardzo ważne, także przez odpowiednie planowanie tras na podstawie badań frekwencji. Takie cele przyświecały chociażby systemowi zarządzania ruchem Tristar w Trójmieście. Przykład z drugiej strony to chociażby Warszawa, która zarzuciła rozszerzenie swojego systemu na kolejne części miasta, przez co nie spełnia on pokładanych w nim oczekiwań. Z pewnością wiele jest jeszcze do zrobienia z integracją taryfowo – biletową i wspólnym biletem, uwzględniającym rzecz jasna kolej. Idzie to zbyt długo, a przecież coraz więcej jest aplikacji, dzięki którym możemy płacić za rozmaite usługi, Polska przoduje w kartach zbliżeniowych, więc aż chciałoby się to wszystko połączyć w jedno narzędzie. Ciekawe są propozycje aplikacji pokazujących wolne miejsca parkingowe w strefach płatnych. Dziś nawet 30% ruchu to bezsensowne kręcenie się w kółko w poszukiwaniu wolnego miejsca, co tylko zwiększa zjawisko kongestii w centrach i spowalnia bardzo często komunikację.

Czy w temacie komunikacji polskie miasta mogą się czymś pochwalić na tle bogatszych sąsiadów z Zachodu?

A.F.: Różna jest oczywiście specyfika tych miast, ale to, co Polskę odróżnia od zachodu to to, że wciąż jesteśmy owładnięci szałem motoryzacji indywidualnej i kupujemy samochody na potęgę, choć czasami może lepiej byłoby powiedzieć, że sprowadzamy złom, którego mieszkańcy chociażby Niemiec chcą się pozbyć. Pomimo wzrostu liczby zarejestrowanych samochodów udział podróży komunikacją miejską utrzymuje się na dosyć wysokim poziomie. Rośnie wyraźnie ruch rowerowy. Odzyskiwanie przestrzeni w miastach dla pieszych, będzie tym tendencjom jeszcze bardziej sprzyjać. Dość powiedzieć, że w Warszawie, w której przypada już grubo ponad 600 pojazdów na 1000 mieszkańców, jak pokazały badania ruchy przeprowadzone w 2015 roku, udział komunikacji miejskiej wynosi 57%, samochodów 39%, a roweru 4%. Średnia udziału podróży samochodem w UE wynosi 43%. Kierowcy są więc u nas w mniejszości, mimo że domagają się większych praw od tych, które samorządy decydują się przyznać transportowi publicznemu. Wyróżnia nas z pewnością to, że nie zmasakrowaliśmy sieci tramwajowej i gdy dzisiaj dla żartów nakłada się warszawskie dwie linie metra i porównuje np. do Berlina czy Paryża, proszę by nałożyć także sieć tramwajową i kolejową, choć wiadomo, że wymaga ona wciąż wielu nakładów finansowych by stała się bardziej atrakcyjna. W naszych miastach następuje przebudzenie, że po prostu udusimy się od komunikacji indywidualnej, dlatego mamy szansę włączyć się w prąd wspólnego myślenia w tym zakresie, który już jakiś czas temu powstał na Zachodzie.

Na którym obszarze komunikacji powinny w pierwszej kolejności skupiać się władze polskich miast, aby poprawić komfort mieszkańców? Z jakimi problemami zmagają się najczęściej?

A.F.: Na pierwszym miejscu dałbym chyba jednak walkę o zmianę mentalności mieszkańców. Choć w poprzedniej perspektywie finansowej UE było kilka miast, które zdecydowanie mogły mocniej postawić na odnowę infrastruktury i taboru komunikacji publicznej – myślę tutaj chociażby o Łodzi czy aglomeracji śląskiej – to teraz plany i działania mają to opóźnienie nadrobić. Na pewno problemem jest rozlewanie się miast i suburbanizacja, bo wiąże się to z kosztami budowy szkół i przedszkoli, doprowadzaniem na nowe osiedla mediów czy w końcu z zapewnieniem komunikacji publicznej. Punkt ciężkości położony jest obecnie na budowę linii tramwajowych, które dowiozą ludzi do centrum do pracy oraz na rozwój kolei aglomeracyjnych. To słuszna polityka. Koniecznie trzeba ją zawsze wzmacniać rozwiązaniami, które w ruchu dadzą komunikacji przywilej szybszej jazdy. Tymczasem spora część mieszkańców domaga się poszerzania dróg wlotowych do centrum i do miasta jako takiego, podczas gdy blisko jest równoległa linia kolejowa. Polacy mają niską świadomość ekologiczną. Ludziom nie przeszkadzają zatem hałasujące wokół i zanieczyszczające powietrze samochody, mimo że są one przyczyną 47 tys. zgonów rocznie. Walczą zaś z budową linii tramwajowych.

Jaką rolę odgrywa ekologiczny transport w rozwoju Inteligentnego Miasta? W jakim czasie spodziewa się Pan, że liczba samochodów na prąd dorówna klasycznym?

A.F.: W 2022 roku mamy w Europie osiągnąć opłacalność samochodów elektrycznych względem konwencjonalnych biorąc pod uwagę koszt zakupu i eksploatacji, a więc do tego czasu trzeba wspierać finansowo Polaków w ich zakupie, bo zachęty w postaci korzystania z bus pasów – dla mnie kontrowersyjne – czy obniżenia bądź zlikwidowania opłat parkingowych, a nawet rezygnacji z podatku akcyzowego czy szybszej amortyzacji nie będą wystarczające. Bez zachęt finansowych nie osiągniemy miliona samochodów elektrycznych w 2025 roku. Widać to także z doświadczeń innych krajów, że póki nie rozwiążemy problemu ceny, zasięgu i infrastruktury ładowania, popyt musi być sztucznie podsycany. Spokojny jestem za to o postawione cele względem komunikacji publicznej. Tutaj nie musimy odkrywać Ameryki i konstruować od zera nowego pojazdu, bo polscy producenci już je produkują. Koszt zakupu e-autobusu jest dwa razy droższy od 12 metrowego zwykłego autobusu, który kosztuje ok. 1 mln zł. Warto jednak zwrócić uwagę na oszczędności: 54% oszczędności eksploatacji autobusu z ogrzewaniem, 59% autobusu z klimatyzacją i 65% autobusu bez ogrzewania i klimatyzacji. Założeniem jest, że 7 proc. całej floty w 2020 r. będą stanowiły właśnie autobusy elektryczne, co przekłada się na 850 sztuk. Przy wsparciu środkami UE i mam nadzieję także dopłaty z NFOŚiGW, jest to plan do zrealizowania. Uważam go nawet za plan minimum.

Podobne posty