Dążenie do zrównoważonego rozwoju stało się głównym celem władz, pomimo licznych barier. Jednak nie stanie się inteligentnym miasto, które nie chce słyszeć swoich obywateli.

Sebastian Christow, Ekspert rynku cyfrowego, wieloletni dyrektor Departamentu Gospodarki Elektronicznej w Ministerstwie Rozwoju

Od wielu lat jest Pan związany z szeroko pojętą transformacją cyfrową na poziomie centralnym. Jakie główne cele udało się w tym czasie zrealizować, a jakie wyzwania są jeszcze przed nami?

S.Ch.: Transformacja na poziomie centralnym była silnie napędzana w poprzedniej perspektywie finansowej UE 2007-2013. Jest to jednak złożony proces techniczno-organizacyjno-regulacyjny i sztuką nie jest dostarczenie i uruchomienie systemu informatycznego a stworzenie podstaw prawnych i organizacyjnych do jego funkcjonowania. Ogromne znaczenie w tym obszarze ma zaszczepienie odpowiedniej wiedzy w organizacji i promocja danego sposobu funkcjonowania wśród obywateli. Popełniono wiele błędów, ale dokonano też wiele pożytecznych korekt i wdrożeń, które wiele nas nauczyły i stanowią podstawę do dalszego doskonalenia procesu transformacji cyfrowej. Kilka wdrożeń pokazało, że możliwa jest automatyzacja procesów i międzyresortowa wymiana danych bez angażowania obywatela i przedsiębiorcy.

W obecnej perspektywie finansowej RPO spodziewam się większej ilości rozwiązań usprawniających pracę urzędów na ostatniej mili kontaktu z obywatelem, dzięki koordynacji tych prac przez Ministerstwo Cyfryzacji. Liczę, że w końcu powstaną rozwiązania infrastrukturalne do sprawnej i bezpiecznej wymiany danych pomiędzy urzędami centralnymi jak i samorządami i że nie będzie to tylko sieć Internet. Nadzieję w tym obszarze dają takie projekty jak “Ogólnopolska Sieć Edukacyjna”. Inne obszary wymagające standaryzacji to m.in. elektronizacja obiegu dokumentów, w i pomiędzy urzędami oraz elektronizacja poboru opłat administracyjnych, skarbowych, podatkowych w formie bezgotówkowej. Obszar o który warto zadbać to różne kanały kontaktu z klientem i łączenie ich w spójny system CRM.

Jedno z kluczowych wyzwań to rozumienie potrzeb obywateli i ich preferencji w zakresie kanałów komunikacyjnych, co podpowiada nam gdzie warto włożyć wysiłek. Dla przykładu okazuje się, że niezależnie od grupy wiekowej popularnością cieszą się różne formy komunikacji mobilnej.

Ostatnio coraz większą uwagę poświęca się idei „Inteligentnych Miast”. Dlaczego warto w nie inwestować?

S.Ch.: Klucz leży w słowie inteligencja czyli umiejętności wykorzystania danych i informacji z poszczególnych procesów do ich optymalizacji. Z jednej strony warto jest obserwować wdrożenia, które realizują poszczególne miasta i kopiować najlepsze rozwiązania ale z drugiej strony warto jest też systematycznie inwestować w tego typu rozwiązania na własnym obszarze. Miasta są jak małe państwa, z pełną komplikacją wszystkich procesów infrastrukturalnych, administracyjnych, obywatelskich etc. Wydaje mi się, że pierwsze rozwiązania wielkoskalowe pretendujące do miana „Inteligentnych Miast” były w obszarze systemów transportowych. Zwrot z inwestycji i satysfakcja obywateli z takich rozwiązań są bardzo szybko zauważalne. Bardzo ważnym i ciekawym obszarem jest otwarte udostępnianie danych w celu ich ponownego wykorzystania oraz zaangażowanie lokalnego biznesu i obywateli w procesy rozwoju miasta, chociażby budżet partycypacyjny. Z pomocą przychodzą takie rozwiązania jak komunikacja Internetu rzeczy, algorytmy uczenia maszynowego, analityka biznesowa danych.

Jakie bariery napotykają polskie miasta na drodze do rozwoju w obszarze Smart City? Jak istotna jest pomoc państwa w tym obszarze?

S.Ch.: Podstawową barierą jest mnogość obszarów, którymi należy się zająć a poza inwestycjami jest zapewnienie bieżącej ciągłości funkcjonowania miasta. Kolejną barierą jest brak dostępnych lokalnych kompetencji i wiedzy o sprawdzonych rozwiązaniach. Nie bez znaczenia pozostaje bariera ograniczonego dostępu do środków. Pewnym obszarem barier są również ograniczenia prawne np. możliwość wykorzystania danych telekomunikacyjnych i geolokalizacyjnych do analizy ruchu lokalnego i wykorzystania miejskiej infrastruktury. Podstawową rolą państwa jest właśnie tworzenie ram prawnych i finansowych do realizacji wdrożeń „Smart City”.

Ministerstwo Rozwoju przygotowało zapowiedziany w rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, pakiet działań dla miast średnich. Jego główne elementy to dedykowane wsparcie z funduszy europejskich, preferencje w lokowaniu inwestycji oraz ułatwienie dostępu do środków Funduszu Inwestycji Samorządowych zarządzanego przez Polski Fundusz Rozwoju. Wsparcie projektów miejskich mogą stanowić również środki z Regionalnego Programu Operacyjnego. Tworząc „Inteligentne Miasta” warto czerpać z polskich i zagranicznych doświadczeń. W tym pomocne mogą być środki z programu Horyzont 2020 finansującego badania naukowe i innowacje w UE. Na ten cel zaplanowano prawie 80 mld euro.

Projekty miejskie można sfinansować ze środków Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych, czyli części tzw. Planu Junckera. To dokładnie 21 mld euro na realizację inwestycji uznawanych do tej pory przez instytucje finansowe za zbyt ryzykowne, jednak ważne dla gospodarki i społeczeństwa.

Jakie istotne zmiany, w podejściu do „inteligencji miast”, zaobserwował Pan u władz miejskich w ostatnim czasie?

S.Ch.: Zauważam na pewno zwiększone zainteresowanie władz miejskich tym obszarem, aktywny udział w konferencjach poświęconych tej tematyce i poszukiwanie sprawdzonych rozwiązań a także nowych pomysłów. Widoczne jest również przeznaczanie zwiększonych budżetów na ten cel. Ale to co najbardziej cieszy – widoczne są coraz częstsze, i nagradzane, efekty wdrożeń w obszarze inteligencji miast. Zamiast osobnych wydziałów tematycznych powstają departamenty interdyscyplinarne, stanowiska pełnomocników ds. “smart city” lub warsztaty konsultacyjne. Najlepsze efekty mają te samorządy, które są najbardziej otwarte na współpracę, wymianę doświadczeń i konsultacje z obywatelami i lokalnym biznesem.

Jaki jest mieszkaniec polskiego „Inteligentnego Miasta”? Jak długa droga przed nami, by dorównać mieszkańcom najinteligentniejszych miast świata?

S.Ch.: Każdy obywatel niezależnie od wieku i wykształcenia chce i zasługuje na to by być mieszkańcem „Inteligentnego Miasta”. Myślę, że każdy chce być dobrze poinformowany i czuć, że jego podatki są dobrze zainwestowane a potrzeby wysłuchane. Nie mam wątpliwości, że mieszkańcy w Polsce są bardzo aktywni i angażują się w życie i rozwój miast, gdy tylko stworzy im się taką możliwość. Wbrew pozorom droga do „Inteligentnych Miast” nie jest długa, ponieważ jest to element otaczającej nas rzeczywistości. Przy zrównoważonej polityce rozwojowej możliwe jest zarówno inwestowanie w podstawowe potrzeby mieszkańców jak i usługi dodane wpływające na wyższą jakość i niższe koszty życia. Władze miast widzą, że nowoczesna infrastruktura i usługi, przyciągają zarówno mieszkańców, biznes jak i inwestorów. Przy wzmożonej mobilności obywateli, jakość i koszty życia mają ogromne znaczenie. Mógłbym powiedzieć, że „Inteligentne Miasto” to takie, które ma serce, oczy i uszy szeroko otwarte. Przykładem, że inteligencja tkwi w różnych miejscach jest np. nowojorskie centrum obsługi klienta i infolinia 311. Mieszkańcy są “agentami” miasta w terenie. Dajmy im szansę, aby oceniali wprowadzone rozwiązania, zgłaszali zauważone problemy i sugestie szybko z miejsca zdarzenia i bądźmy z nimi w kontakcie – w każdej formie (mail, telefon, sms, aplikacja).

Podobne posty